Warszawskie Kawiarnie

Jeżeli chcesz poznać dobrze Warszawę musisz liczyć się z tym, że prędzej czy później będziesz zmuszony do doświadczenia wielowymiarowości tego miasta. Niestety bardzo szybko dochodzisz do wniosku, że o ile Warszawa jest różnorodna, to głównie jest różnorodnie brzydka i nie przyjazna dla mieszkańców. Wynika to z ciągłych zmian ustrojowych i kulturalnych, które przewinęły się po naszym kraju w bardzo krótkim czasie. Niejednokrotnie zostawała przerywana ciągłość rozwoju Polskich miast. Najpierw Warszawę zniszczyła Wojna, potem szybka odbudowa i kompletna zmiana paradygmatów myślenia o miejskich przestrzeniach, potem problemy materialne i często nieodpowiedzialne planowanie. Dzieła zniszczenia dokonały ostatnie lata, gdzie nieporadne planowanie i administracja zderzyła się z kompletnie nieświadomym budowaniem w czasach boomu budowlanego.

Dworzec Centralny - Warszawa

Obecnie żyjemy w przestrzeni, która jest wynikiem przenikania tych czterech odmiennych struktur przestrzennych: tkanki przedwojennej, architektury socrealistycznej, blokowisk oraz współczesnej architektury dyktowanej niekontrolowanymi zachowaniami rynku nieruchomości. Brak ciągłości i wiedzy o tym jak budować przestrzeń w której przyjdzie nam żyć sprawia, że budujemy sobie bardzo brzydką Polskę.

Warszawa wieżowce - Mateusz Wójcicki

Jednak narzekanie i świadomość przeszłych błędów nie jest jedynym wyjściem. Na pewno nie jest najlepszą drogą, aby żyć i funkcjonować w tak specyficznym i unikalnym mieście jak Warszawa. Czy spacery po Warszawie pozwalają odkryć w niej siłę i zalety? Wady są przytłaczające, ale zdecydowanie można zauważyć jak wraca to co od zawsze wyróżniało Warszawę na tle innych miast. Teraz, nawet bardziej niż kiedykolwiek indziej Warszawa zwraca się ku swoim wnętrzom. Powoli uczymy się żyć w tej przedziwnej strukturze. Uciekamy z nieprzyjaznych arterii i chowamy się w warszawskich wnętrzach. Z roku na rok nasila się tendencja spędzania czasu w stołecznych lokalach. 

Warszawa - Mateusz Wójcicki

Przez pryzmat warszawskich kawiarni można poznać zupełnie inny wymiar historii miasta. Szczególnym jest fakt, że to własnie w Warszawie powstała pierwsza w Polsce kawiarnia. Prawdopodobnie było to już w 1724 roku, natomiast w 1780 stolica liczyła już około 20 lokali. Z początku głownymi prekursorami byli cudzoziemcy, głównie Włosi, Szwajcarzy, Niemcy i Francuzi. Historia podpowiada, że polscy cukiernicy zaczeli otwierać kawiarnie dopiero po powstaniu listopadowym, kiedy to większość cudzoziemców opuściła nasz kraj. 

Niestety mimo, że oferta warszawskich lokali była bogata – gdzie w wielu lokalach działały występy artystyczne wszelkiego sortu – bywalcami kawiarni byli głównie mężczyźni. Aż do ostatnich dziesięcioleci XIX wieku kobietom nie wypadało bywać w kawiarniach.

Nie sposób wymienić wszystkich miejsc, w których kiedyś rodziła się sztuka, którą dziś znają nie tylko mieszkańcy tego miasta. Szlak warszawskich kawiarni tamtego czasu prowadzi przez Krakowskie Przedmieście, ulicę Senatorską, Podwale, Ogród Saski, ulicę Królewską, Miodową oraz budynki stołecznych teatrów.

Przez okres wojenny warszawskie lokale podzieliły los miasta. Jednak już w krótce po Wojnie, jednymi z pierwszych lokali usługowych, otwieranych na nowo, były kawiarnie właśnie. Jedną z najbardziej znanych była ta prowadzona przez Mieczysława Fogga. Otworzył ją ponownie 4 marca, w ruinach kamienicy przy Marszałkowskiej 119 (vis-a-vis obecnego Sezamu), gdzie sam często śpiewał, zabawiając gości. O ile nie był to wyjątek i kawiarnie szybko wracały, (niekoniecznie w swoje miejsca), nastał tragiczny w skutkach rok 1950.

Warszawa - Ulica Świętokrzyska

Ten fatalny w skutach przełom, polegający na upaństwowieniu kawiarni i przejęciu ich przez przedsiębiorstwo pod nazwą Zakłady Gastronomiczne. Już nie można było usiąść przy stoliku i napić się kawy, stolik pozostający w prywatnych rękach zagrażał nowemu systemowi. To zdarzenie pozwala zrozumieć, zdanie, które było mottem współczesnej kawiarni Chłodna 25 – że rewolucje rodzą się w kawiarniach. Jednak chyba współcześni, zmęczeni życiem Warszawiacy nie są zainteresowani rewolucją, bo i ten lokal nie oparł się presji mieszkańców, którzy miłują święty spokój.

Życie kawiarniane zupełnie się zmieniło, nawet mimo, że państwowe lokale po mału zyskiwały klientów. Na prawdziwy przełom musieliśmy czekać ponad 40 lat, kiedy to po 1989 życie kawiarniane zaczęło się odradzać. Cały ten proces nie zachodził jednak tak szybko jak po Wojnie. Cztery dekady skutecznie odcieły wspomnienia jak ważne jest miejskie życie i jak owocne mogą być spotkania w lokalach.

Pamiętam dobrze jak jeszcze parę lat temu nie było wiele unikalnych lokali z duszą, oferującym to co prawdziwa kawiarnia, czy współcześnie – klubokawiarnia, powinna oferować, czyli indywidualnego klimatu i wyjątkowych chwil spędzonych podczas artystycznych atrakcji z programu lokalu.

Z roku na rok jednak życie miejskie się odradza. O ile jeszcze 10 lat temu było dosłownie kilka wyjatkowych kulturogennych lokali, teraz wydaje się, że każda dzielnica, czy każdy rejon ma swoje centrum kulturalne. Moje pokolenie zaczynało spotkania w Le Madame. Niektórzy pamiętają jeszcze imprezy w kultowych Filtrach.

Sienkiewicza

XIX wiek przyniósł kolejne lokale, które pojawiały się głównie w śródmieściu. Warszawa ma to do siebie, że dzielą ją ogromne dystanse i nie ma tkanki miejskiej ścisłego centrum. To spowodowało pojawianie się zagłębi, które liczyły więcej niż jeden lokal. Do tych najbardziej kultowych można zaliczyć Forty na Racławickiej, podwórko na Dobrej, Pawilony na tyłach Nowego Światu, czy ulicę Mazowiecką. Wiele z takich miejsc już nie istnieje, ale wciąż pojawiają się nowe.

Teraz przyszedł czas na ulicę Żurawią i Parkingową, Powiśle oraz to czego zawsze brakowało, a ostatnie lato pozwoliło zamanifestować we wcześniej nie znanej skali – miejsca na otwartym powietrzu w pobliżu monumentalnych obiektów przyrody. Skarpa Warszawska i Wisła dają niespotykanie w innych miastach krajobrazy i mam nadzieję, że właśnie ten wyjątkowy charakter Stolicy przez następne lata będzie coraz szerzej eksplorowany.

Tekst zamieszczony w numerze 1 magazynu Jadłomiasto

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe Zdobyte!

Wreszcie powstaje miasto a w nim rodzi się życie. Zaskakuje mnie to bardzo pozytywnie. Przyziemia odżywają i nie sa to kolejne ciucholandy, sexshopy czy bary mleczne. Nie sa to też banki, ani placowki operatorów komórkowych. Wreszcie nasze miasto odżywa w XIX wiecznej tkance miejskiej.

Hala Koszyki - Lokalizacja

Pojawiaja sie urocze restauracje, butiki i winiarnie. Fakt – można powiedzieć, że nie na każda kieszen. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, czy wszechobecne sieciowki i fastfoody sa na kazda kieszen? Na pewno nie są na każdy żołądek.

Snując sie przez uliczki Śródmieścia Poludniowego możemy trafic do winiarni La Cave Philippe de Givenchy (tak, z tych Givenchych), na Wilczej 28, znaleźć się na ulicy Parkingowej i wstąpić do Bufetu Centralnego, albo przejść się ulicą Mokotowską i dotrzeć na Plac Zbawiciela (w niektórych kręgach znany jako Plac Hipstera) aby zalec przy bułce w kawiarni Charlotte.

I jak to zwykle bywa – to wszystko dzieje sie zdaleka od tuneli komunikacyjnych. Nie, w Warszawie nie ma łatwo. Ale jeżeli troche zbastujemy i pozwolimy sobie na zapuszczenie się wgłąb kwartałów i ulic czeka nas nagroda – zupełnie inne miasto.

Politechnika Mateusz Wójcicki

Pamietam jeszcze kiedy ulica Żurawia mieściła garść bezpłciowych, a drogich knajpek, w których przesiadywała dziatwa klasy wyższej oraz polskie wersje gwiazd z łapanki. Teraz na Żurawiej znajdujemy coraz wiecej ciekawych miejsc. Polecam spacer w sobotę – unikniemy towarzystwa samochodów.

Co jest wynikiem tego bardzo korzystnego procesu – nie sa to pojedyncze oazy luksusu, ale łączące sie i rozgałęziające ciagi – ulice: Żurawia, Parkingowa, Nowowiejska, Wilcza, Hoża, Wspólna, Krucza, Mokotowska, Noakowskiego, Emilii Plater i inne…

Trzyjmy kciuki, bo wkrótce możemy mieć kawałek prawdziwego miasta w miescie.

Nowowiejska

Jednak jak mam to w zwyczaju, możemy żądać wiecej. Wciąż problemem jest myślenie o przestrzeni publicznej. Rozumiem problem samochodów w miescie. Ale nie rozumiem, czemu miasta, które mają z nimi jeszcze wiekszy problem radzą sobie z nim lepiej.

Czemu nie mogliśmy oszczędzić ulicy Mokotowskiej – jednego z niewielu zakątków luksusu i ulicy projektantów w mieście, ba może i w kraju. Jaka polska elita projektantów jest – każdy widzi. Dominują zaspałe dinozaury, które zaczynały w kraju bez ciągłości tradycji i środków na realizacje dobrego wzornictwa. Teraz pokutujemy za styl Roberta Majkuta, Macieja Zienia czy innych wielkich i sukcesywnych. Ale na szczęście powoli pojawia się widoczna kontrofensywa depcząca współczesności po pietach – Bohoboco, czy Ania Kucińska wyznaczają domowy, acz solidny standard. Dla nich Mokotowska jest miejscem idealnym.

Ślepa Ściana - Hala Koszyki

Tymczasem – sytuacja wygląda tak, że jeżeli nawet kupimy drogi ciuch od Zienia, będziemy musieli przemykać w kierunku samochodu, na waskim 1,5 metrowym chodniku, pomiędzy furami wielkimi jak czołgi, starając się nie wybrudzić zakupów o błotniki.

Ten problem pojawia się również na innych ulicach.

Ślepa ściana - Koszykowa

Rozsądnym wydaje sie być sprawnie przeprowadzony remont ulicy Noakowskiego. Przy płocie Politechniki pojawił się wąski 1,5 metrowy chodnik, a obok trasa rowerowa została wyłożona asfaltem zamiast brzydkiej i nierównej kostki „bauma”. Natomiast po drugiej stronie ulokowano miejsca do parkowania oraz szeroki chodnik z miejscem na ogrodki mnożących się (na razie w większości tanich i obskurnych jadłodajni) restauracji i kawiarni.

Miasto to przede wszystkim ludzie. Warszawiacy nie dojrzali do faktu, ze droga rowerowa jest dla rowerów, a nie ma służyć jako dodatkowy parking dla samochodów.

Zestawienie Tras:

Człowiek, który zobaczył całą Warszawę w mediach

Ostatnio pojawiło się parę okazji, żeby powiedzieć parę słów do mediów. Projekt okazuje się bardzo ciekawy i dużo osób chce o tym słuchać. Oczywiście, jak zawsze, czuję niedobór publikowania postów z postępów podróży po Warszawie, więc pozwolę sobie podzielić się publikacjami, które udało mi się zdobyć:

Aktivist

Czwórka

Magazyn LOCO

Niestety nie udało mi się zdobyć nagrania z Radia Plus, w którym miałem okazję opowiadać o współczesnych problemach naszego miasta.

Seria Spacerów – Solec Zdobyty!

Powiśle i Solec są często ze sobą mylone. Mówisz, że idziesz na Powiśle a spędzasz czas na osi Sapera. Nie ma sensu być skrupulatnym formalistą – dzielnice są bliźniacze, a ich współczesne powiązanie będzie wzmacniać się przez kolejne lata. Jednak o ile Powiśle rozwija się bardzo szybko, to Solec, a zwłaszcza jego południowa strona wygląda na mocno niedoinwestowaną. Pewnie wielu z Was się nie zgodzi z tym stwierdzeniem, ale mam wrażenie, że ten rejon jest pozostawiony samemu sobie.

Patrzę na tą kwestię bardziej z poziomu braku spójnego rozwoju w skali makro – bez organizacji i długofalowego planowania, mimo faktu, że na to zasługuje. Co mam na myśli – spójrzmy na Park im. Śmigłego-Rydza. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej spektakularnych parków w Warszawie. Nie dość, że leży na skarpie w sąsiedztwie zabudowań o dużych walorach architektonicznych to został zaprojektowany z dużym rozmachem lat 50-tych. Każdy kojarzy monumentalną oś zakończoną z jednej strony Pomnikiem Sapera, a z drugiej wysokimi schodami przywodzącymi na myśl scenę z filmu Pancernik Potiomkin.

 

Mimo ogromnego potencjału, każdy remont – czy jest to remont fontann, czy ostatnia ingerencja w formie umieszczenia wątpliwej jakości rzeźby Unity, wydaje się krokiem doraźnym i niespójnym z całościowym charakterem parku. Myślę, że wiąże się to również z brakiem pomysłu na warszawskie parki. Nie mamy doświadczenia i wyrobionych wzorców w kontekście myślenia o zieleni miejskiej. Nie wiemy, czy ten park ma być parkiem o charakterze reprezentacyjnym, rekreacyjnym, czy jakimkolwiek innym. Jest to kolejny park do którego wychodzi się z psem na spacer, albo pobiegać. Oczywiście do tego służą parki, ale ja oczekuję czegoś więcej. Na razie pomimo pewnej ochrony tego założenia, park zostaje wycinany po trochu i niepostrzeżenie. Z jednej strony arteria komunikacyjna odstrasza ludzi, z innej grodzony plac zabaw wcina się ordynarnie w założenie, gdzieś indziej powstaje płot.

Zieleni na Solcu nie brakuje. Czy mimo tego w pełni z niej korzystamy? Niedawny spór o kawałek zieleni na ulicy Szarej pokazuje wymiar problemu. Tam gdzie ewidentnie powinna być zabudowa – staramy się nie dopuścić inwestycji na zapomnianym wygonie pod hasłem obrony zieleni. Ale tam gdzie mamy zieleń jest ona kompletnie niezadbana. Parki jak każda przestrzeń publiczna w mieście powinny być zdefiniowane. Powinny mieć granice, swój charakter oraz pewną infrastrukturę (lub jej celowy brak – jak na prawym brzegu Wisły), która umożliwia korzystanie z tej przestrzeni w pełni. Park na Solcu niestety granic prawie nie ma. Postrzeganie takiej przestrzeni przez człowieka sprawia, że nie korzystamy z tych rejonów parku, które graniczą z Wisłostradą, z ogrodzeniem szpitala Orłowskiego, z płotem odgradzającym sejm itd. Jest wiele miejsc na Solcu, które tracą bez zabudowy. Takim miejscem jest „skwer” na ulicy Szarej, który ewidentnie wygląda jak zaniedbana dziura po bombie lotniczej.

Uzupełnienie tego rejonu wniosłoby dużo porządku w rejon, który nosi bardzo czytelne znamiona XIX wiecznego miasta. Jeżeli będziesz w okolicy, koniecznie zajrzyj na ulicę Śniegockiej i Miechowską. Tak wygląda miasto.

Zbliżając się w kierunku ulicy Górnośląskiej docieramy do moich ulubionych rejonów Solca. Rzut beretem stąd jest schowana ulica Profesorska. Nie znam osoby, która nie zakochałaby się w tej ulicy od pierwszego wejrzenia. Cały trójkątny kwartał zabudowy jest oazą, do której nie każdy ma wstęp. Jest to taki Stary Żoliborz na skarpie. Chociaż Żoliborz to temat na kolejny, długi rozdział. Wczorajszej nocy spędziłem prawie dwie godziny jeżdżąc samochodem po tych cudownych uliczkach. Zdecydowanie miejsce, w którym mógłbym osiąść na starość, jeżeli zostanę mieszkańcem Warszawy.

Ulica Profesorska jest szlagierem randek, na którą możesz zabrać swoją dziewczynę (chłopaka) i zabłysnąć znajomością urokliwych zakamarków. Nic dziwnego, że ulica wydaje się zamknięta i schowana. Jeżeli mamy coś tak pięknego to nie chcemy się tym dzielić. W Warszawie,

Jednak to właśnie te miejsca, a nie główne arterie pozwalają mi jeszcze w tym mieście mieszkać. Solec i Powiśle, Żoliborz i Saska Kępa. Zupełnie inny obraz miasta, który stanowi równowagę do urbanistycznego chaosu, wykluczenia przestrzeni publicznej lub przestrzeni wykluczającej. Tu nic nie jest zbudowane równo ani podobnie, a jednak jest tak miło i przyjemnie.

Na dole skarpy Profesorska krzyżuje się z ulicą Hoene-Wrońskiego. Stąd już blisko do zgiełku i hałasu. Niebawem – przy pomyślności losu powstanie przy tej ulicy nowy budynek ASP. Mam nadzieję, że wprowadzi trochę więcej życia w tą sympatyczną uliczkę, która traci na tym, że jedną jej pierzeję stanowi mur. Brzydki, szary mur, który ogradza placówki oświaty. Trochę to przewrotne, że najczęściej placówki oświaty wrzynają się w przestrzeń grodząc i dzieląc. Ale dyskurs na temat słuszności i sposobu działania takich placówek to materiał na innego bloga.

Tymczasem wracam do wspomnień z lata, które przywołują zdjęcia zrobione w tamtym okresie.

Solec zobaczony. Teraz czas na kolejne rejony.

Zestawienie tras:

Seria Spacerów – Powiśle Zdobyte!

Zobaczyć cały rejon to bardzo mobilizujące uczucie. Minęło już trochę czasu odkąd pisałem o postępach na blogu. Teraz nadszedł ten moment, kiedy trzeba zebrać wszystkie trasy razem i wrócić do karkołomnego pomysłu zobaczenia całego miasta. Zaczynamy od Powiśla. Ten rejon nie ma już dla mnie tajemnic.

W między czasie wydarzyło się dość wiele. Udało się skończyć projekt „Przywróćmy Miastu Rzekę”, o którym zostało napisane już wiele, ale niewiele się zmieniło. O projekcie napiszę jeszcze w przyszłości, a teraz skupię się na tym co na Powiślu dzieje się teraz.

Lato 2012 przyniosło niesamowitą energię, która poruszyła Warszawę. Można było poczuć, że miasto wreszcie zaczyna żyć i zbliża się do międzynarodowych standardów miasta dla ludzi. Wysyp urokliwych lokali, które otwierane były przez ludzi, którzy dbali o stworzenie osobistego i indywidualnego klimatu każdego z miejsc. Wyszliśmy na ulicę i zaczęliśmy korzystać z przestrzeni publicznej, której postrzeganie i utrzymywanie jeszcze raczkuje. Zbliżyliśmy się również do rzeki. Odżyły plaże.

Niestety brak planowania urbanistycznego, którego skutki będziemy odczuwać jeszcze przez długie lata doprowadził do konfliktów społecznych i faktu, że mieszkańcy nie do końca potrafili zaakceptować wzmożony ruch i aktywność tych, którzy spędzają czas poza swoimi czterema ścianami, za które spłacają kredyt przez całe życie lub ledwo wiążą koniec z końcem, żeby te cztery ściany utrzymać. Gołym okiem można zauważyć ścierające się prądy mieszkańców, którzy widzą Warszawę jako miasto do życia a tych, którzy chcą, żeby było to miasto, które da im wytchnienie po ciężkich godzinach pracy i powrotu do domu w korkach. Warszawa, jak mało które miasto postrzega swoje śródmieście na warunkach miejskiej sypialni.

Najazdy Straży Miejskiej na nowe lub stare kawiarnie oraz protesty mieszkańców doprowadziły lub doprowadzą do zamknięcia część z nowo powstałych lokali. To jak będzie zmieniać się sytuacja i jaki kierunek przyjmie rozwój uspołeczniania i uwspólniania przestrzeni publicznej pokażą kolejne lata. Osobiście mam nadzieję, że uda się wypracować takie kompromisy, które sprawią, że Warszawa stanie się „tym miastem” do życia w ciągu pięciu do dziesięciu miast. Potencjał jest. Był od dawna. Ale miasto jest wynikiem mieszkających w nim ludzi. Widać to w szczególności po tym co dzieje się w przestrzenią publiczną, odzyskaną w trakcie EURO 2012, która po minięciu presji związanej z oceną przyjezdnych powoli wraca do starego status quo. Na dworcach pojawiają się obleśne budy, a przejścia podziemne zostają ponownie zabudowane tanimi pawilonami. Czy to znaczy, że ta chęć zmiany była tylko ściemą, żeby zaimponować przyjezdnym? Mam nadzieję, że nie.

Jestem jednak pewien, że to co się wydarzyło przez ostatnie parę miesięcy to dobry znak i nawet jeżeli przeżyjemy kolejny regres społeczny to wiele z miejsc dostanie nowe życie. Mam nadzieję, że będę mógł zjeść świetny obiad w Warsie i Sawie, pójść na deser na Lipową lub posiedzieć wśród miejskiego nastroju na ulicy Radnej.

Nie ma jasnej odpowiedzi jak pogodzić potrzeby rozwijającego się, młodego i kreatywnego miasta z odczuwającą skutki transformacji ustrojowej warstwą starszego społeczeństwa. Powinniśmy myśleć o tym już teraz i definiować charaktery dzielnic, tak aby utrzymać ich różnorodność, przy wzmocnieniu ich unikalnego charakteru. Musimy pamiętać do czego powinno służyć miasto i po co tak naprawdę żyjemy. Miasto jest dla ludzi, a nasze życie jest dla nas. Wszystko jest w naszej głowie i właśnie z tego miejsca powinniśmy zaczynać wszystkie zmiany.

Zestawienie tras:

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #4

Strasznie długo zwlekam z publikacją kolejnych wpisów. Jest tyle zajęć, a czasu tak mało. Na oficjalnym FanPage’u „Człowieka, który zobaczył całą Warszawę” mogliście przeczytać o koncepcji zagospodarowania lewego brzegu Wisły. Nie ukrywam, że temat pochłonął mnie tak bardzo, że nie miałem czasu zbierać i publikować postępów na blogu. Żeby to w jakiś sposób zrekompensować, chcę się podzielić z Wami moim ostatnim znaleziskiem – zdjęciami, które robiłem latem 2004 roku starym aparatem Zenit-11. Patrzyłem wtedy na to miasto zupełnie innymi oczami:

Postępy natomiast idą wolno, pomimo ładnej pogody. Kupiłem sobie jednak rower, więc mam nadzieję, że przyśpieszy to zwiedzanie Warszawy.

Mapa z postępami:

Seria Spacerów – Solec #1

Dziś przeszedłem najdłuższą trasę. Im bliżej jestem zamknięcia  kolejnej dzielnicy, tym bardziej mam ochotę chodzić i zwiedzać. Czuję, że włączył się we mnie syndrom kolekcjonera. Codziennie wytyczam sobie nowe trasy i rysuję je na wydrukowanych mapach. Zaznaczam na nich miejsca i kierunki ujęć do zdjęć, których w danym momencie nie zrobiłem (z powodu braku aparatu) z nadzieją powrotu w te miejsca i nadrobieniu zaległości.

Przyszło mi na myśl spostrzeżenie, że to co ma największe znaczenie w takiego typu projektach to czas. Nie dystans, który przeszedłem, bo nauczyliśmy się już przemierzać dystanse bardzo szybko. Czas natomiast jest miarą, której wszyscy mamy tyle samo. Niezależnie od pochodzenia, pieniędzy, czy charakteru, różnimy się świadomością, pieniędzmi, możliwościami, to czasu mamy tyle samo. I ja i Ty i wszyscy, których znamy. I o tyle ten projekt ma dla mnie znaczenie, że dzielę się z Wami swoim czasem. Każda minuta, którą poświęcę na realizację tego celu już nigdy nie wróci. Drogo mnie to kosztuje, ale akurat lubię pożytecznie trwonić czas. Nadaje mu to znaczenie.

Na Solcu mieszkam ponad sześć lat. Ta dzielnica ma szansę bardzo łatwo stać się jedną z najciekawszych lokalizacji do mieszkania w mieście. Jednak, tak jak w całej Warszawie pojawiają się tu dziwne obiekty, których umiejscowienia nie potrafię zrozumieć. Przykładem może być poniższa lecznica dla zwierząt. Stoi dokładnie na skrzyżowaniu Rozbrat z Książęcą, w parku im. Rydza-Śmigłego. Jak to się stało, że w parku przy Skarpie Warszawskiej ktoś pomyślał o zrealizowaniu czegoś tak szkaradnego? Czy ktoś z Was zna historię tego koszmarka? Z chęcią poznam więcej informacji na ten temat.

Zestawienie tras:

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3 – MDM

„Wśród wielu koncepcji dotyczących planów powojennej zabudowy i zagospodarowania stolicy zarysowały się dwa główne kierunki. Pierwszy zakładał możliwie wierną odbudowę zniszczonego miasta, drugi – popierany przez osoby wpływowe w środowisku władzy – rewitalizację nowej zabudowy w miejscu zniszczonej, wraz z ostateczną likwidacją jej pozostałości. Koncepcja odbudowy przedwojennej Warszawy musiała ustąpić wizjom jej przebudowy. Pośród cennej architektury zabytkowej wytypowano jednak zespoły przewidziane do zachowania i odtworzenia (Trakt Królewski i Stare Miasto).”

„Jednak decydujący wpływ na kształtowanie nowego oblicza miasta miało zaszczepienie na gruncie polskim ideologii realizmu socjalistycznego. W myśl jej podstaw, sformowanych w 1905 roku przez Włodzimierza Lenina, zadaniem sztuki było „uczestnictwo w wydarzeniach, odzwierciedlanie przekształceń i rejestrowanie nowej rzeczywistości”. Za pomocą prostych, zrozumiałych znaków miała ona oddziaływać na zbiorową świadomość ludu. Sztuka, która powinna służyć dziełu przebudowy społeczeństwa, stała się ideologicznym narzędziem ustroju totalitarnego. Po opanowaniu literatury, malarstwa i rzeźby, „nośnikiem” ideologii socrealistycznej uczyniono architekturę.”

„Zgodnie z wizją zawartą w planie sześcioletnim odbudowy Warszawy z 1950 roku podpisanym właśnie przez ówczesnego prezydenta kraju, nowa Warszawa miała stać się miastem socrealistycznym. Jednym z priorytetowych założeń planu była budowa zespołu osiedli mieszkaniowych w ścisłym centrum stolicy. Dlatego też założenie projektowanej Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej oparto na najważniejszej arterii śródmieścia – ulicy Marszałkowskiej.”

„Projekt osiedla nie został w pełni zrealizowany. Nie zbudowano wszystkich zaplanowanych obiektów użyteczności publicznej oraz kilku bloków. Na placu Konstytucji nie stanęły rzeźby przewidziane dla jego dekoracji.”

„Upływ czasu, długotrwała eksploatacja i brak bieżących, fachowo przeprowadzanych remontów spowodowały, iż dzisiejszy MDM stracił swą dawną świetność. Jako przestrzeń publiczna w atrakcyjnej lokalizacji staje się miejscem ekspozycji reklam, którymi zasłania się bogato dekorowane elewacje i zaciera czytelność kompozycji fasad. Ponadto pojawiają się koncepcje nadbudów, dyktowane chęcią bardziej ekonomicznego wykorzystania terenów w ścisłym centrum miasta, które jednak zaburzają proporcje budynków. Zaniedbane zostały układy zieleni, która zamiast zdobić, niejednokrotnie ogranicza ekspozycję budynków.”

Cytaty pochodzą z albumu KMA-MDM wydanego w ramach obchodów 20-lecia partnerstwa Warszawy i Berlina oraz Prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej z inicjatywy Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków m.st. Warszawy oraz Urzędu Konserwatora Miasta i Landu Berlina. Opracowanie tekstów Maria Dydek, pod redakcją Moniki Kapy-Cichockiej.

Tekst zapożyczyłem z godnego polecenia źródła z kilku powodów. Uważam, że MDM jest tak charakterystyczną przestrzenią Warszawy, że konieczne jest poświęcenie jej trochę miejsca. Jest na tyle ważna, że wolałem powołać się na sprawdzone źródła. Inny powód jest taki, że chcę przybliżyć Wam publikację, która powinna znaleźć się w bibliotece każdego, kto interesuje się Warszawą.  I wreszcie może pozwoli spojrzeć trochę mniej krytycznym okiem na urząd Konserwatora Zabytków, do tej pory kojarzonego bardzo negatywnie w naszym mieście.

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3

Mróz wreszcie zelżał.  Najlepiej, gdyby zimy w ogóle nie było, ale oczywiście nie jest to możliwe. Po raz kolejny przyroda pokazuje nam, że jesteśmy od niej zależni i jedyne co możemy zrobić, to zaakceptować jej zmiany i starać się do nich przystosować. W Polsce przez większość dni w roku albo pada deszcz albo śnieg. Z kolei lata bywają gorące. Dziwi mnie, że z czasem rozwoju naszej kultury coraz gorzej radzimy sobie ze zmianami pogody. Nasze miasta nie są na nie przygotowane.  Z  drugiej strony to wydaje się  logiczne,  jeśli Warszawa nie radzi sobie nawet z podstawowymi potrzebami,  które miasto powinno zaspokajać.  Nie mamy przestrzeni publicznych oraz sensownie skomponowanej sieci komunikacji.

Problemy można wymieniać godzinami. Zastanawiam się,  jak możemy sobie z nimi radzić. Wracając do kwestii pogodowych, zaskakujący jest brak przestrzeni zadaszonych, przesłoniętych pasaży oraz innych daszków lub podcieni oferujących schronienie przed uciążliwymi warunkami pogody.  Niedawno odnowiony Pasaż Wiecha jest doskonałym przykładem tego, że często nowa przestrzeń jest dużo gorsza od tej, którą projektowalismy dużo wcześniej. Ciekawe elementy małej architektury,  logicznie rozplanowane pergole i przekrycia zostały zdemontowane, a na ich miejsce pojawiły się przeskalowane latarnie, które pełnią bardziej role gigantycznych potykaczy, chaotycznie poustawianych na miejskim wygonie.

W okolicach centrum znajduje się wiele przejść podziemnych, które  mimo wielu zalet chowają życie w mieście i ruch pod ziemię. Przestrzenie, które w ten sposób się tworzą są bardzo ciasne i nieprzyjemne. Rozkwit handlu w ostatnich latach, brak kultury i rozsądnych regulacji wprowadził  jedynie zamęt i bród. Zamieniliśmy wciąż aktualne pasaże i ulice publiczno-handlowe na ciemne i wąskie korytarze, które raczą  nas ohydnymi zapachami i towarami z niższych półek.

W ten sposób uciekamy od odpowiedzialności za przestrzeń, która tworzy zabudowę centrum. Obecnie Warszawa ma najbrzydsze centrum miasta, z którym do tej pory się spotkałem. Często bywa tak, że zaniedbanie i architektura spadochronowa są cechami przedmieść i rejonów miasta nad którymi mamy małą kontrolę i wymykają się spod strefy naszych wpływów. Fakt, że taką przestrzenią jest centrum miasta świadczy o naszym braku szacunku do samych siebie. Warszawa ma się w tym temacie czym chwalić.

Rozwinięcia widokowe na Pałac Kultury i Nauki oraz klaster wieżowców stanowiących jego otoczenie są unikalne i dają dużo pretekstów do kształtowania przestrzeni, która wykorzysta tą specyfikę miasta. Zamiast tego mamy śmietnik, który oglądamy prawie codziennie. I tym właśnie chwalimy się naszym gościom, którzy odwiedzają nas w naszym rodzinnym mieście.

Każda dzielnica i rejon w Warszawie nosi piętno centrum miasta. Porozrywane budynki, puste działki, ślepe ściany kamienic… Niespójność i niedokończenie. Świętokrzyska Pasta i Warszawa Szczerbata.

Zestawienie tras:

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3 – Kampus Politechniki

Na Politechnice Warszawskiej spędziłem w sumie osiem lat. Niestety z kampusu za gmachem głównym skorzystałem może raz lub dwa. Dopiero niedawno doceniłem walory tej przestrzeni. Pewnie ten zespół budynków nie może się równać z kampusem Uniwersytetu Warszawskiego, ale jednak stanowi ważny punkt w założeniach uniwersyteckich na terenie naszego miasta.

Kontrasty architektury różnych epok na Politechnice.

Niestety pisząc o tej przestrzeni nie sposób uniknąć  dozy negatywnych słów i stwierdzeń. Na kampusie pojawił się intruz -nabrzmiały kolos, który przytłacza nudą swoich elewacji i rozwiązań. Nowy budynek,pewnie projektowany był jako anonimowa bryła, która kontrastuje z historyczną zabudową, jako szklana forma odbijająca inne budynki. Niestety,  masię nijak do całego założenia i nie ratuje go nawet ciekawie zrobiony przejazd, który bardzo ładnie kadruje widok na budynki położone przy ulicy Chałubińskiego.

Kolos nie mieści się nawet w kadrze...

Chaotycznie rozmieszczone fragmenty metaforycznie tną odbijaną w szkle architekturę.

Trudno go nie zauważyć. A szkoda, bo przysłania imponującą ornamentykę różnych stylów towarzyszących gmachów.. Małe uliczki i zakamarki stwarzają wiele pretekstów do zaaranżowania ciekawych przestrzeni, które mogą być inspirujące i relaksujące dla studentów, w przeciwieństwie do nudnych zajęć. Co  możemy z tą przestrzenią zrobić? Na razie chyba tylko myśleć o niej i wymagać. Wyobrażać sobie, czego potrzebujemy i starać się te potrzeby przeforsować do realizacji…

Przykład świetnej architektury dla kampusu uniwersytetu technicznego.

Odnoszę wrażenie, że to właśnie takie specyficzne miejsca tworzą niesamowity i indywidualny charakter przestrzeni, w której przyszło nam się znaleźć. Te dwa zdjęcia pokazują coś co w pewnym sensie jest „nie na miejscu”, ale paradoksalnie właśnie „to coś” stanowi o jego charakterze.

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: