Seria Spacerów – Solec #1

Dziś przeszedłem najdłuższą trasę. Im bliżej jestem zamknięcia  kolejnej dzielnicy, tym bardziej mam ochotę chodzić i zwiedzać. Czuję, że włączył się we mnie syndrom kolekcjonera. Codziennie wytyczam sobie nowe trasy i rysuję je na wydrukowanych mapach. Zaznaczam na nich miejsca i kierunki ujęć do zdjęć, których w danym momencie nie zrobiłem (z powodu braku aparatu) z nadzieją powrotu w te miejsca i nadrobieniu zaległości.

Przyszło mi na myśl spostrzeżenie, że to co ma największe znaczenie w takiego typu projektach to czas. Nie dystans, który przeszedłem, bo nauczyliśmy się już przemierzać dystanse bardzo szybko. Czas natomiast jest miarą, której wszyscy mamy tyle samo. Niezależnie od pochodzenia, pieniędzy, czy charakteru, różnimy się świadomością, pieniędzmi, możliwościami, to czasu mamy tyle samo. I ja i Ty i wszyscy, których znamy. I o tyle ten projekt ma dla mnie znaczenie, że dzielę się z Wami swoim czasem. Każda minuta, którą poświęcę na realizację tego celu już nigdy nie wróci. Drogo mnie to kosztuje, ale akurat lubię pożytecznie trwonić czas. Nadaje mu to znaczenie.

Na Solcu mieszkam ponad sześć lat. Ta dzielnica ma szansę bardzo łatwo stać się jedną z najciekawszych lokalizacji do mieszkania w mieście. Jednak, tak jak w całej Warszawie pojawiają się tu dziwne obiekty, których umiejscowienia nie potrafię zrozumieć. Przykładem może być poniższa lecznica dla zwierząt. Stoi dokładnie na skrzyżowaniu Rozbrat z Książęcą, w parku im. Rydza-Śmigłego. Jak to się stało, że w parku przy Skarpie Warszawskiej ktoś pomyślał o zrealizowaniu czegoś tak szkaradnego? Czy ktoś z Was zna historię tego koszmarka? Z chęcią poznam więcej informacji na ten temat.

Zestawienie tras:

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3 – MDM

“Wśród wielu koncepcji dotyczących planów powojennej zabudowy i zagospodarowania stolicy zarysowały się dwa główne kierunki. Pierwszy zakładał możliwie wierną odbudowę zniszczonego miasta, drugi – popierany przez osoby wpływowe w środowisku władzy – rewitalizację nowej zabudowy w miejscu zniszczonej, wraz z ostateczną likwidacją jej pozostałości. Koncepcja odbudowy przedwojennej Warszawy musiała ustąpić wizjom jej przebudowy. Pośród cennej architektury zabytkowej wytypowano jednak zespoły przewidziane do zachowania i odtworzenia (Trakt Królewski i Stare Miasto).”

“Jednak decydujący wpływ na kształtowanie nowego oblicza miasta miało zaszczepienie na gruncie polskim ideologii realizmu socjalistycznego. W myśl jej podstaw, sformowanych w 1905 roku przez Włodzimierza Lenina, zadaniem sztuki było “uczestnictwo w wydarzeniach, odzwierciedlanie przekształceń i rejestrowanie nowej rzeczywistości”. Za pomocą prostych, zrozumiałych znaków miała ona oddziaływać na zbiorową świadomość ludu. Sztuka, która powinna służyć dziełu przebudowy społeczeństwa, stała się ideologicznym narzędziem ustroju totalitarnego. Po opanowaniu literatury, malarstwa i rzeźby, “nośnikiem” ideologii socrealistycznej uczyniono architekturę.”

“Zgodnie z wizją zawartą w planie sześcioletnim odbudowy Warszawy z 1950 roku podpisanym właśnie przez ówczesnego prezydenta kraju, nowa Warszawa miała stać się miastem socrealistycznym. Jednym z priorytetowych założeń planu była budowa zespołu osiedli mieszkaniowych w ścisłym centrum stolicy. Dlatego też założenie projektowanej Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej oparto na najważniejszej arterii śródmieścia – ulicy Marszałkowskiej.”

“Projekt osiedla nie został w pełni zrealizowany. Nie zbudowano wszystkich zaplanowanych obiektów użyteczności publicznej oraz kilku bloków. Na placu Konstytucji nie stanęły rzeźby przewidziane dla jego dekoracji.”

“Upływ czasu, długotrwała eksploatacja i brak bieżących, fachowo przeprowadzanych remontów spowodowały, iż dzisiejszy MDM stracił swą dawną świetność. Jako przestrzeń publiczna w atrakcyjnej lokalizacji staje się miejscem ekspozycji reklam, którymi zasłania się bogato dekorowane elewacje i zaciera czytelność kompozycji fasad. Ponadto pojawiają się koncepcje nadbudów, dyktowane chęcią bardziej ekonomicznego wykorzystania terenów w ścisłym centrum miasta, które jednak zaburzają proporcje budynków. Zaniedbane zostały układy zieleni, która zamiast zdobić, niejednokrotnie ogranicza ekspozycję budynków.”

Cytaty pochodzą z albumu KMA-MDM wydanego w ramach obchodów 20-lecia partnerstwa Warszawy i Berlina oraz Prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej z inicjatywy Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków m.st. Warszawy oraz Urzędu Konserwatora Miasta i Landu Berlina. Opracowanie tekstów Maria Dydek, pod redakcją Moniki Kapy-Cichockiej.

Tekst zapożyczyłem z godnego polecenia źródła z kilku powodów. Uważam, że MDM jest tak charakterystyczną przestrzenią Warszawy, że konieczne jest poświęcenie jej trochę miejsca. Jest na tyle ważna, że wolałem powołać się na sprawdzone źródła. Inny powód jest taki, że chcę przybliżyć Wam publikację, która powinna znaleźć się w bibliotece każdego, kto interesuje się Warszawą.  I wreszcie może pozwoli spojrzeć trochę mniej krytycznym okiem na urząd Konserwatora Zabytków, do tej pory kojarzonego bardzo negatywnie w naszym mieście.

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3

Mróz wreszcie zelżał.  Najlepiej, gdyby zimy w ogóle nie było, ale oczywiście nie jest to możliwe. Po raz kolejny przyroda pokazuje nam, że jesteśmy od niej zależni i jedyne co możemy zrobić, to zaakceptować jej zmiany i starać się do nich przystosować. W Polsce przez większość dni w roku albo pada deszcz albo śnieg. Z kolei lata bywają gorące. Dziwi mnie, że z czasem rozwoju naszej kultury coraz gorzej radzimy sobie ze zmianami pogody. Nasze miasta nie są na nie przygotowane.  Z  drugiej strony to wydaje się  logiczne,  jeśli Warszawa nie radzi sobie nawet z podstawowymi potrzebami,  które miasto powinno zaspokajać.  Nie mamy przestrzeni publicznych oraz sensownie skomponowanej sieci komunikacji.

Problemy można wymieniać godzinami. Zastanawiam się,  jak możemy sobie z nimi radzić. Wracając do kwestii pogodowych, zaskakujący jest brak przestrzeni zadaszonych, przesłoniętych pasaży oraz innych daszków lub podcieni oferujących schronienie przed uciążliwymi warunkami pogody.  Niedawno odnowiony Pasaż Wiecha jest doskonałym przykładem tego, że często nowa przestrzeń jest dużo gorsza od tej, którą projektowalismy dużo wcześniej. Ciekawe elementy małej architektury,  logicznie rozplanowane pergole i przekrycia zostały zdemontowane, a na ich miejsce pojawiły się przeskalowane latarnie, które pełnią bardziej role gigantycznych potykaczy, chaotycznie poustawianych na miejskim wygonie.

W okolicach centrum znajduje się wiele przejść podziemnych, które  mimo wielu zalet chowają życie w mieście i ruch pod ziemię. Przestrzenie, które w ten sposób się tworzą są bardzo ciasne i nieprzyjemne. Rozkwit handlu w ostatnich latach, brak kultury i rozsądnych regulacji wprowadził  jedynie zamęt i bród. Zamieniliśmy wciąż aktualne pasaże i ulice publiczno-handlowe na ciemne i wąskie korytarze, które raczą  nas ohydnymi zapachami i towarami z niższych półek.

W ten sposób uciekamy od odpowiedzialności za przestrzeń, która tworzy zabudowę centrum. Obecnie Warszawa ma najbrzydsze centrum miasta, z którym do tej pory się spotkałem. Często bywa tak, że zaniedbanie i architektura spadochronowa są cechami przedmieść i rejonów miasta nad którymi mamy małą kontrolę i wymykają się spod strefy naszych wpływów. Fakt, że taką przestrzenią jest centrum miasta świadczy o naszym braku szacunku do samych siebie. Warszawa ma się w tym temacie czym chwalić.

Rozwinięcia widokowe na Pałac Kultury i Nauki oraz klaster wieżowców stanowiących jego otoczenie są unikalne i dają dużo pretekstów do kształtowania przestrzeni, która wykorzysta tą specyfikę miasta. Zamiast tego mamy śmietnik, który oglądamy prawie codziennie. I tym właśnie chwalimy się naszym gościom, którzy odwiedzają nas w naszym rodzinnym mieście.

Każda dzielnica i rejon w Warszawie nosi piętno centrum miasta. Porozrywane budynki, puste działki, ślepe ściany kamienic… Niespójność i niedokończenie. Świętokrzyska Pasta i Warszawa Szczerbata.

Zestawienie tras:

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3 – Kampus Politechniki

Na Politechnice Warszawskiej spędziłem w sumie osiem lat. Niestety z kampusu za gmachem głównym skorzystałem może raz lub dwa. Dopiero niedawno doceniłem walory tej przestrzeni. Pewnie ten zespół budynków nie może się równać z kampusem Uniwersytetu Warszawskiego, ale jednak stanowi ważny punkt w założeniach uniwersyteckich na terenie naszego miasta.

Kontrasty architektury różnych epok na Politechnice.

Niestety pisząc o tej przestrzeni nie sposób uniknąć  dozy negatywnych słów i stwierdzeń. Na kampusie pojawił się intruz -nabrzmiały kolos, który przytłacza nudą swoich elewacji i rozwiązań. Nowy budynek,pewnie projektowany był jako anonimowa bryła, która kontrastuje z historyczną zabudową, jako szklana forma odbijająca inne budynki. Niestety,  masię nijak do całego założenia i nie ratuje go nawet ciekawie zrobiony przejazd, który bardzo ładnie kadruje widok na budynki położone przy ulicy Chałubińskiego.

Kolos nie mieści się nawet w kadrze...

Chaotycznie rozmieszczone fragmenty metaforycznie tną odbijaną w szkle architekturę.

Trudno go nie zauważyć. A szkoda, bo przysłania imponującą ornamentykę różnych stylów towarzyszących gmachów.. Małe uliczki i zakamarki stwarzają wiele pretekstów do zaaranżowania ciekawych przestrzeni, które mogą być inspirujące i relaksujące dla studentów, w przeciwieństwie do nudnych zajęć. Co  możemy z tą przestrzenią zrobić? Na razie chyba tylko myśleć o niej i wymagać. Wyobrażać sobie, czego potrzebujemy i starać się te potrzeby przeforsować do realizacji…

Przykład świetnej architektury dla kampusu uniwersytetu technicznego.

Odnoszę wrażenie, że to właśnie takie specyficzne miejsca tworzą niesamowity i indywidualny charakter przestrzeni, w której przyszło nam się znaleźć. Te dwa zdjęcia pokazują coś co w pewnym sensie jest “nie na miejscu”, ale paradoksalnie właśnie “to coś” stanowi o jego charakterze.

Spacer 3 – Ujazdów #1 – Osiedle Jazdów

Zwiedzanie osiedla Jazdów  planowałem podzielić na trzy  spacery. Jednak urok tego miejsca sprawił, że nie mogłem się oderwać, i mimo odczuwalnego już mrozu postanowiłem zobaczyć je za jednym razem.

Miejsce jest niesamowite. Niedługo to osiedle może zniknąć z naszego miasta, więc warto tam się przejść i zwiedzić je być może ostatni raz w życiu. Schowane za, ogrodzonym odpychającym płotem, parkiem Ujazdowskim, za budynkami ambasad Francji i Niemiec oraz odcięte przez Trasę Łazienkowską, stanowi enklawę dla szczęśliwców mających okazję tam mieszkać.

Wyobraźmy sobie, że nagle zostajemy przeniesieni daleko za miasto. Do wsi, które nie są jeszcze zabudowywane nowymi domami z katalogów.

Wąskie uliczki i przesmyki między płotami obrośniętymi bluszczem i zielenią wprowadzają nas w magiczny świat, którego nie chce się opuszczać. Wyciszony miejski hałas dodaje przestrzeni oniryczności.

Mimo mrozu wrażenie, którego doznałem było bardzo ciepłe i przyjazne. Wystarczyło spojrzeć do wnętrz domów, zagospodarowanych pieczołowicie zbieranymi przez lata artefaktami, aby poczuć  osobistą historią każdego z mieszkańców. Półki z niezliczonymi ilościami słoików. Biblioteki z przytłaczającą ilością książek. Wszystko, co kojarzy się z poczuciem indywidualności i ciepłem domowego ogniska.

Niestety, historia osady ma się ku końcowi. Ta atrakcyjna działka prawdopodobnie już niedługo zostanie odebrana mieszkańcom i zagospodarowana pod nowe osiedle. Po wglądzie w projekt planu miejscowego dla tej okolicy niestety nie spodziewam się nawet w połowie tak dobrej przestrzeni jak ta, którą stracimy.

Więcej o Osiedlu Jazdów można znaleźć tu: www.facebook.com/jazdow

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #3

Brakuje mi w tym mieście atrakcji. Miejsc do spędzania czasu. Ciągle chcę więcej i więcej. Frustruję mnie myśl, że Warszawa nigdy nie będzie Paryżem. Obserwując tendencje jej rozwoju dochodzę do wniosku, że Berlinem też nie. Raczkująca wciąż gentryfikacja przybiera tragiczny dla Śródmieścia wyraz. Ostatnia symboliczna okupacja Saloniku Prasowego (w którym swego czasu też miałem okazję się żywić – chwilę po tym jak standard jedzenia w Złotej Kurce przestał mi wystarczać) zwróciła moją uwagę na problem:kiedy będzie “trochę drożej” wcale nie będzie lepiej. To my – klasa średnia – nadajemy miastu niepowtarzalny klimat, który jest atrakcyjny również dla ludzi przeznaczających więcej pieniędzy na jedzenie i inne dobra. Jeżeli nie będzie w Śródmieściu nas – zwykłych mieszkańców, to nie będzie też bogaczy, limuzyn i wpadających wprost do kasy miasta milionów monet.

Nowy Rok spędziłem na oglądaniu filmów, filmików i czytaniu felietonów o Korei Północnej. Nie porównywalnie żyje się nam lepiej. Dobija jednak fakt, że w stolicy Korei jest wiele podobieństw estetycznych do Warszawy. Może jestem przewrażliwiony, ale krajobrazy zdezelowanych nieodpowiedzialnym rozrostem przemysłu, szarzyzna, wydeptane trawniki i niepielęgnowana zieleń przypominają mi polskie miasta. I przypuszczam, że są nawet w Warszawie takie miejsca, które umożliwiłyby nakręcenie filmu o Korei Północnej bez wjeżdżania do tego odciętego od świata kraju.

Świadomość estetyczna warszawiaków przytłacza i pogrąża. Pora roku jest bezlitosna w obnażaniu tego jak mało wiemy o tym jak powinno wyglądać nasze miasto. Ciemne ulice, niski standard mieszkalnictwa, rozjechane chodniki, psie kupy na trawnikach, a wszystko to na raz i na zmianę. Tak jak się komu podoba.

“Ten skrawek jest mój, więc nic Ci do tego.”  O przywarach narodowych mógłbym dużo pisać, ale chyba szkoda czasu – zdecydowanie za dużo osób już się tym zajmuje.  Ale o tym, że Warszawa jest piękna nie umiałbym pisać, bo tak nie uważam. Warszawa jest specyficzna i ma swój urok. Można się w niej zakochać. Tak samo jak w piegach na twarzy dziewczyny, w jej krzywych nogach, czy odstających uszach. Ale zawsze będzie to miłość szczera i pełna akceptacji.

Zestawienie tras

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe #2

W końcu kolejny wpis. Niestety nie znalazłem czasu na regularne publikowanie na blogu. Czasu za mało, rzeczy do zrobienia za dużo. Mimo to, ani myślę, żeby zakończyć projekt. Pajęczyna niebieskich kresek na dole mówi sama za siebie. Chodzę.

Przede mną leży wydrukowana mapa z zaznaczonymi ulicami, których jeszcze nie zobaczyłem w kwartale mieszczącym się między Alejami Jerozolimskimi a ulicami: Tytusa Chałubińskiego, Koszykową i Marszałkowską.  Do końca przyszłego tygodnia planuję go zamknąć.

Trochę będę za nim tęsknić, ponieważ bardzo lubię ten obszar. Szkoda, że jest trochę zapomniany i zdegenerowany, bo tutaj czuć ducha przedwojennej Warszawy. I to tutaj powinno toczyć się życie śródmieścia. Liczę na to, że uzupełnienia współczesną zabudową mieszkaniową tchną w niego trochę więcej życia. Jak już pisałem wcześniej – bardzo cieszy fakt, że w przyziemiach otwiera się wiele usług, kawiarni oraz punktów gastronomicznych. Szkoda tylko, że nie widzę pomysłu ani wizji, dzięki której ten kwartał będzie się rozwijał w planowany, długofalowy sposób. Jest to najłatwiejsza tkanka, żeby przywrócić ją do życia jako pełnoprawną, wielkomiejską przestrzeń. Jeżeli zebrać by to wszystko do kupy – mielibyśmy naprawdę czym pochwalić się przyjezdnym.

Póki co – codzienne życie toczy się gdzieś indziej. Skupia się wokół głównych arterii, które przecinają miasto. Tędy jeździ się na wyspy miejskie związane z miejscem naszego zamieszkania, pracy i zakupów. Tu możemy spotkać sfrustrowanych, gnieżdżących się w tłocznym autobusie i ciągle gdzieś się spieszących ludzi. Osobiście wolałbym, aby życie toczyło się wewnątrz mniejszych ulic oraz we wnętrzach kwartałów. Z tych uliczek centrum z warszawskimi wieżowcami wygląda naprawdę spektakularnie.

Warszawie zdecydowanie brakuje spektakularności. Nie mamy monumentalnych osi, wielkich założeń. Jeżeli już takie się pojawiają to  są one nielubiane i deprecjonowane, tak jak w przypadku Pałacu Kultury i Nauki lub  zapomniane i nielogicznie zabudowywane, bez szacunku dla ich unikalności, jak barokowe założenie na dole skarpy pod Zamkiem Ujazdowskim.

Wiele miejsc można by polecić w tej części miasta. Dla mnie zdecydowanie najbardziej obiecująca staje się ulica Poznańska, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają obok siebie świetne knajpki. Polecić można – Bejrut, Tekturę, Leniwca oraz Tel Aviv.

Ciekawe miejsca na trasie, o których warto wspomnieć (warto wspomnieć o wielu innych):
Beirut – Humus & Music Bar – Świetne jedzenie i przyjemne wnętrze. Polecam koftę i robioną na miejscu Ice Tea.  - beirut.com.pl

Tel Aviv – Po drugiej stronie Beirutu. Miła atmosfera i widok na ulice przez wielkie okna. – www.tel-aviv.pl

Tektura – Miejsce docelowo dla architektów i artystów. Zmienna ekspozycja młodych twórców. – www.facebook.com/BarTektura

Leniwiec – Do wyboru do koloru, jeżeli nie przypadnie Ci do gustu Beirut, Tel Aviv lub Tektura – możesz jeszcze spróbować Leniwca.

Guarani Mate Bar – Sklep z Yerba Mate i pijalnia herbaty - www.guarani.pl

Dżonka – Spokrewniona z Dzikim Ryżem mała restauracja z kuchnią wschodnią. Super smaczne jedzenie i intymna atmosfera.  – www.dzonka.pl

Numery  Litery – Z tego co pamiętam to jedna z pierwszych ciekawszych kawiarni w Warszawie. Głównym pomysłem jest połączenie księgarni z kawiarnią. – numerylitery.pl

Fotoplastikon – Wielu słyszało, niewielu było. A warto – oryginalny fotoplastikon, którego dalsze istnienie ważyło się nie raz. Podróż w przeszłość. – fotoplastikonwarszawski.pl

Kilka informacji na temat najbliższych planów.
Do projektu zgodziła się dołączyć moja wieloletnia znajoma – Karolina Szarawarska. Zajmie się redagowaniem tekstów. Liczę na to, że ta współpraca może zaowocować w przyszłości. Podczas audycji radiowej w Radiu Plus, w której miałem przyjemność opowiedzieć o projekcie padło pytanie, czy dojdzie do wydania książki. Nic takiego nie planowałem. Do tej chwili. Jeszcze nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, ale warto się nad tym zastanowić, jak z tych podróży i spacerów zrobić coś co przybierze formę drukowanej książki lub spacerów. Porywam się na rzeczy niemożliwe. I o ile niemożliwym wydaje się zobaczenie całego miasta to zorganizowanie tego przedsięwzięcia tak aby powstała z tego książka tylko podwyższa poprzeczkę. Lubię rzeczy niemożliwe.

Od jakiegoś czasu w rozwoju Warszawy brakuje mi czytelnej wizji. Wpadłem kiedyś na pomysł, że jeżeli mi tego brakuje to sam taką wizję stworzę. To wszystko zależy od wielu czynników, ale przymierzam się też do tego, żeby po zakończeniu każdej z dzielnic zrobić szkicową koncepcję i subiektywne analizy dla danego obszaru. W Warszawie jest tyle niesamowitych widoków, osi, ujęć i kadrów, które nie są widoczne z komunikacyjnych wygonów, którymi podążamy codziennie. Zdaję sobie sprawę, że te wnioski wynikają głównie z tego, że chodzę teraz po centrum miasta, ale np. na takim Wawrze przestrzeń kształtuje się zupełnie inaczej.

Zestawienie tras

Seria Spacerów – Śródmieście Południowe

Powoli dociera do mnie wymiar całego projektu. Od początku wiedziałem, że nie będzie łatwo i szybko nie przejdę całej Warszawy. Staram się zoptymalizować proces i wcielić spacery w zwykłe codzienne trasy poruszania się po mieście. Ta seria spacerów to właśnie taka próba. Postanowiłem codziennie przemierzać drogę z pracy do domu w inny sposób.

Na pierwszy ogień serii krótkich spacerów poszło Śródmieście Południowe, a dokładnie jego część na wschód od ulicy Marszałkowskiej. Podział na Śródmieście Północne i Śródmieście Południowe wynika z historii budowy centrum miasta – północną część pokrywa głównie zabudowa powojenna, tymczasem Śródmieście Południowe zachowało w większości oryginalną zabudowę Warszawy z przełomu XIX i XX wieku.

Trasa 1
To trasa, którą znam jak własną kieszeń. Tędy chodziłem w czasie studiów na Wydział Architektury i tędy wracam do domu, kiedy nie chcę tracić czasu na czekanie na autobus. Zaczynam od placu Konstytucji – jednego z niewielu kompletnych urbanistycznie i jednolitych w charakterze placów warszawskich.  Szkoda, że niektórym przywodzi na myśl bardzo pejoratywne skojarzenia, związane z dawnym ustrojem politycznym.

Ja, co prawda, urodziłem się jeszcze w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, tak więc ubiegłą epokę mam we krwi, ale kojarzy mi się ona raczej z nadzieją i wielkimi oczekiwaniami budowania nowego  porządku. Należę do pokolenia, które plac Konstytucji oswoiło zupełnie nowym spojrzeniem i wspomnieniami. Mimo tego co już powiedziałem i pewnie jeszcze powiem, mam wrażenie, że udało nam się odwalić kawał dobrej roboty przez te dwadzieścia parę lat dzielących nas od wydarzeń 1989 roku. Mimo wszystko.

Wróćmy jednak do tematu. Z placu Konstytucji wchodzimy na ulicę Piękną, która już chyba nie jest tak piękna jak nazwa mogłaby wskazywać. Na plus na pewno trzeba zaliczyć konsekwentne uzupełnianie zabudowy, która mimo że jest zachowawcza i raczej nie zwraca uwagi, to bardzo dobrze wpływa na odbiór miasta i przestrzeni publicznej.

Zanim skręcimy w jedną z moich ulubionych warszawskich ulic – Mokotowską, musimy ominąć skwer ograniczony ulicami – Piękna, Krucza i Mokotowska. Smuci fakt, że mimo swojego potencjału jest on połączeniem wychodka dla psów, wyrwanego siłą i ogrodzonego przez właściciela jednej z restauracji skrawka oraz małego ogryzka na którym niezbyt chętnie spędza się czas. Wracając jednak do Mokotowskiej – przez lata widzę jak zmienia się w polski odpowiednik ulic pełnych butików, takich jak np. rzymska Via dei Condotti. Ma do tego najlepsze predyspozycje – kameralna, lekko zakręcająca z wieloma witrynami w przyziemiach, które mieszczą w sobie ciekawe (i drogie) sklepy i butiki znanych i mniej znanych projektantów.

Tendencja ciągnie się aż do placu Trzech Krzyży, i dalej do pierwszego odcinka Nowego Światu, gdzie kończy się salonem Ferrari i sklepem Emporio Armani.

Mokotowska przeszła ostatnio proces renowacji. Niestety, jak to często bywa, szanse na rozkwit jako pełnoprawnej, prestiżowej ulicy mody trochę się oddaliły. Rzeka samochodów i duże natężenie miejsc parkingowych ujmuje uroku ulicy i utrudnia poruszanie się po chodnikach. Samochody parkuje się również na brukowanych podestach, przez co ludzie muszą przemykać po szarych betonowych płytach 50x50cm. Rozumiem, że na pewno to odpowiada nowobogackiemu charakterowi klientów, którzy dzięki swoim nabytym artefaktom, otrzymują prawo obecności w butikach.

Plac Trzech Krzyży również czeka proces rewitalizacji. W kwestii tego placu miałem okazję wtrącenia swoich trzech groszy, biorąc udział w konkursie architektonicznym na jego zagospodarowanie. Wygrana koncepcja nie jest najfortunniejsza. Nie zdziwię chyba nikogo jeżeli powiem, że nasza była lepsza. Jury też zwróciło na nią uwagę przyznając naszemu zespołowi (Grupa xm3 + Marek Rytych Architekt) wyróżnienie.

Tu można obejrzeć projekty rewitalizacji Placu Trzech Krzyży – Ronet.pl.

W okolicach tego placu ulokowana jest współczesna architektura na bardzo wysokim poziomie, w natężeniu niespotykanym często w Warszawie. Świetny budynek ING Banku sąsiaduje z równie udaną dobudową do starej kamienicy. Między nimi jest przesmyk, który umożliwia przejście do parku im. Rydza Śmigłego i tamtędy dalej, w dół skarpy na Solec. Tam tuż za lecznicą weterynarii kończę swoją trasę.

Swoją drogą zawsze ciekawiła mnie historia tego okropnego, pokrytego warstwą styropianu, morelowego domku. Jeżeli ktoś wie co zadecydowało o umieszczeniu w takim miejscu tego brzydactwa, bardzo chętnie wysłucham jego opowieści.

Ciekawe miejsca na trasie, o których warto wspomnieć:
Przegryź coś Smacznego - autorska restauracja znanego redaktora i naczelnego magazynu Przekrój. Równie dobre jedzenie, co rysunki Raczkowskiego.

Salon fryzjerski Piękne Włosy - strzygę się tu już ponad 3 lata. Polecam.

Butik Macieja Zienia - zdecydowanie najbardziej przehajpowany polski projektant. Kreacje w witrynach i ich wystrój przypominają sklepy SPOŁEM za czasów PRL’u. Sukienki wyglądają jak szyte z resztek i odrzutów. Tylko o poziom wyżej od Arkadiusa (który miał swój salon niedaleko stąd).

Dawna kamienica 5-10-15 - kultowa kamienica, którą miałem okazję eksplorować nie raz, na długo przed powstaniem tu sezonowego, kultowego już klubu 5-10-15.
Fan Page na Facebooku 5-10-15

La Sal Gallery – jedno z najładniejszych wnętrz w Warszawie. Zaprojektowane minimalnie, ale z dużą wrażliwością. Dobry Design cechuje się tym, że masz ochotę go polizać – ja mam ochote patrzeć na to wnętrze godzinami godzinami. Odpoczywam wtedy.
www.lasalgallery.com/

Trasa 2
Do drugiej trasy mam mniejsze przywiązanie emocjonalne. Przechodząc przez główne arterie miasta uciekam jak najszybciej w małe boczne uliczki. Natężenie hałasu i zgiełku komunikacyjnego sprawia, że rośnie we mnie poczucie stresu. Niestety całe miasto jest tak zorganizowane, że życie toczy się właśnie w sąsiedztwie takich arterii.

Ulica Marszałkowska jest zorganizowana poprawnie. W tak dużym przekroju jest miejsce i dla pieszych i dla samochodów. Oczywiście marzy się, żeby ulice zwężone zostały do jednego pasa w każdą stronę, a na środku wzorem wielu ulic o tym przekroju, został zorganizowany pas zieleni. Niestety, jest to chyba nierealne. Ciężko zmienić przyzwyczajenia ludzi do używania samochodów i wjeżdżania nimi do centrum. Ciężko też zrozumieć bardzo prostą zasadę – “mniej ulic = mniej korków”. Uciekłem z Marszałkowskiej skręcając w prawo w Wilczą. Podoba mi się jej nazwa – “Wilcza”. Niestety, jak większość ulic w tym rejonie, więcej ma wspólnego z “Samochodową”.

Można zauważyć, że tendencja powrotu życia do przyziemi staje się coraz wyraźniejsza. I to jest świetna dzielnica, żeby wreszcie pełną parą życie wróciło do przyziemi. Niestety rzeki samochodów po obu stronach jezdni skutecznie odstręczają od chęci zatrzymania się gdziekolwiek. Ja mam ochotę uciec, bo mam wrażenie, że zaraz coś mnie rozjedzie.

Wilcza wychodzi na skrawek pierzei kamienic o bardzo wielkomiejskiej zabudowie. Zawsze od kiedy pamiętam, to miejsce robiło na mnie wrażenie. W jednej z kamienic swojego czasu mieszkała moja bardzo bliska znajoma. Jest to chyba jedna z najbardziej niesamowitych osób, którą kiedykolwiek poznałem – Eliza Kruczkowska – obecnie trzeba jej szukać gdzieś w podróżach po różnych kontynentach. Człowiek, który zobaczył cały Świat ;)

Idąc dalej wchodzimy na ulicę Bolesława Prusa. Dla wielu osób Hotel Sheraton nie jest wart uwagi. Postmodernizm jest synonimem brzydoty, ale osobiście żywię sympatię do tego hotelu i podoba mi się w jaki sposób koresponduje z budynkiem mieszkalnym po drugiej stronie ulicy. Swoją drogą ów budynek zawsze kojarzył mi się z Unité d’Habitation Le Corbusiera.

Wychodzą z ulicy Prusa skręciłem w Aleję na Skarpie mijając Willę Pniewskiego, w której mieści się obecnie Muzeum Ziemi. Jedna z najlepszych lokalizacji, w której mógłbym mieszkać w tym mieście. Klasyka architektury w niesamowitym krajobrazie przyrodniczo-miejskim.

Trasa 3
Mogę wracać z pracy do domu na wiele sposobów. Dużo w tym blogu smęcenia i narzekania jaka to Warszawa jest brzydka. Czas na bardziej optymistyczne spojrzenie. Bardzo ucieszył mnie fakt, że nie muszę “przemierzać trasy zbędnej” – jak to fajnie ujął mistrz słowa – Michał “Afrojax” Hoffmann (głos świetnego zespołu Afrokolektyw)  w ten sam sposób za każdym razem i w rezultacie zmienić tą zbędną drogę w coś .. hmm .. mniej zbędnego.

W każdym razie – z Pięknej skręcam tym razem w ulicę Kruczą – jedną z moich ulubionych. To już druga w tym rejonie. Świetne proporcje ulicy, zieleń, fajne przyziemia i wielkomiejski klimat w otoczeniu bardzo dobrych projektów socmoderny.

Dalej skręcam w zakończenie ulicy Wspólnej. Jedno z zapomnianych miejsc, które do niedawna było tylko wielkim parkingiem wewnątrz kwartału. Dużo się nie zmieniło, ale przez uporządkowanie posadzki i oczyszczenie przyziemi oraz wyremontowanie kamiennych elewacji, otrzymaliśmy przyjemne i kompletne wnętrze urbanistyczne. Tak już bywa w tym mieście, że właśnie takie zamknięte układy architektoniczne zostały zaprojektowane w stylu socmodernistycznym. Niestety reszta nie zachowała się po II wojnie światowej. Mamy bardzo negatywne skojarzenia ze znaczeniem tych budynków i z okresem ich powstawania, ale niestety nie za bardzo mamy czym się pochwalić z tego, co zrealizowaliśmy we współczesnym, bardziej demokratycznym stylu,  a co nosiłoby znamiona równie skończonej i zaprojektowanej przestrzeni miejskiej.

Przez plac Trzech Krzyży przeszedłem najkrótszą drogą i wszedłem w ulicę Prusa. Tym razem skręciłem od razu za teatrem Buffo w lewo. Jeżeli chcesz zaprosić dziewczynę na randkę i akurat jest jesień to polecam romantyczne schody w dół skarpy i spacer przez mały kanion.

Przerywnik Audiowizualny:

Trasa 4
Muszę przyśpieszyć zdobywanie Warszawy. Tras ubywa w bardzo wolnym tempie, a czasu na pewno nie robi się więcej. Planowałem, że tym razem zamknę tylko Śródmieście Południowe od wschodniej strony Marszałkowskiej. Jednak muszę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przejść przez drugą stronę za jednym razem. Dlatego tym razem odbiłem z Koszykowej od razu w lewo w odcinek ulicy Pięknej, który dalej zaprowadził mnie do Poznańskiej, przez Wilczą do krótkiej uliczki Księdza Ignacego Jana Skorupki – jednej z najwcześniej uzupełnionej i odrestaurowanej ulicy w tym rejonie na dość przyzwoitym poziomie. Hoża zaprowadziła mnie do jednego z głównych punktów na moich trasach: Placu Trzech Krzyży, a dalej w dół przez skarpę do skrzyżowania Ludnej z Rozbrat.

Ten tydzień zamykam na tych czterech trasach, bo zaczynam tworzyć elaborat, a tego chcę uniknąć.

Zestawione trasy

W jednym tygodniu udało mi się zrobić kilka tras przy okazji konieczności poruszania się po mieście. Udało się połączyć przyjemne z pożytecznym. Ten tryb chodzenia po Warszawie się sprawdza i pewnie w ten sposób zrealizuje wszystko co się da zobaczyć, nie nadrabiając za bardzo drogi, przemierzając dystans konieczny do przemierzenia przez 5 z 7 dni w tygodniu.

W przyszłości planuję też uzupełnić materiał zdjęciowy.

Rewizja założeń #1

Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że projekt, który zacząłem jest jeszcze większy niż początkowo myślałem.  Zdobywając każdą ulicę mam wrażenie, że ma to coś wspólnego ze zdobywania górskiego szczytu, np. Mount Everestu. Trudne, czasochłonne przedsięwzięcie… Super – takie właśnie sprawiają najwięcej satysfakcji!

Wydaje mi się, że jest to dość pionierski pomysł, bo nie słyszałem jeszcze, żeby ktokolwiek wpadł na podobny. Nie wiem, czy uda mi się doprowadzić projekt do końca, ale na pewno nie brakuje mi do tego motywacji.

Kolejny post ze złożonymi czterema trasami jest w przygotowaniu. Objętość tekstu i przemyśleń wzrasta z każdą kolejną trasą, w którą wyruszam. Jeżeli ta tendencja się utrzyma to na pewno zabraknie mi kiedyś czasu albo siły. Biorąc pod uwagę również fakt, że raczej marny ze mnie felietonista, a język polski nie jest moją domeną, postanowiłem odpuścić sobie opisywanie tras i pozostawienie tylko krótkiego komentarza oraz dołączenie linków do wyjątkowo ciekawych miejsc, które spotkam na trasie.

Wyobrażam sobie, że muszę skupić się bardziej na automatycznej dokumentacji spacerów w sensie przebytej trasy fizycznej, a mniej na opisywaniu moich subiektywnych wrażeń co do Warszawy. To być może zrobię jako kolejny krok, jeżeli uda mi się doprowadzić ten pierwszy do końca.

p.s. Jeżeli ktoś z Was chce pomóc mi w utrzymaniu językowej spójności tekstu i zadbać o jego zgodność ze specyfikacją języka polskiego – z chęcią udostępnię taką możliwość ;)

Spacer 2 – Kabaty #1

Idziemy dalej. Na spacer po Kabatach wybrałem się osobą bardzo bliską mojemu sercu – Aleksandrą Kwiatkowską. Na marginesie, jeżeli chcesz nauczyć się języka włoskiego, przypuszczam, że jest to najlepsza osoba, która może Ci w tym pomóc. Wracając do tematu – Kabaty to dość dziwna dzielnica. Na jej przykładzie można zobaczyć jak dużo daje Warszawie rozwój , który jest regulowany w przynajmniej podstawowy sposób. Definitywnie dobrze zrobiło tej dzielnicy uregulowanie wysokości i intensywności zabudowy.

Niestety widać tu, że jeszcze nie dojrzeliśmy do projektowania dzielnic dla ludzi. Grodzone osiedla, znikoma ilość celowo zrealizowanych przestrzeni publicznych zaprzepaszczają szansę na stworzenie dojrzałej części miasta dla ludzi. Te, które udało się zrealizować przypadkiem lub po macoszemu cieszą się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców i niejeden będzie upierał się, że są świetne i że Kabaty są dzielnicą idealną do mieszkania. Wynika to pewnie z tego, że jako naród przyzwyczailiśmy się przez lata do życia w substandardzie i po wszystkich tych wycierpianych latach na PRL-owskich osiedlach, ścieżki z polbruku, przemieszane rachitycznymi drzewkami i rzadkimi trawnikami wydają nam się przestrzenią publiczną, na którą warto było pracować i czekać z niecierpliwością. Dobijający jest fakt, że cała dzielnica wygląda jak makieta do hollywoodzkiego filmu. Otoczeni pastelowymi odcieniami tynków elewacji budynków mieszkaniowych, czujemy się jak w przeskalowanym domku dla lalek.

Ten domek dla lalek, mimo że kolorowy to jednak przywodzi na myśl skojarzenia z więzieniem. Spacerując pomiędzy płotami czuję się niechciany na okolicznych podwórkach. Jakby ta część miasta nie była dla mnie, bo przecież nie płacę za nią kredytu przez trzydzieści lat.

Trasa:

Warto wspomnieć, że Kabaty to też dzielnica, która może poszczycić się chyba najbrzydszym (a na pewno jednym z najbrzydszych) budynkiem w Warszawie, a może i w całej Polsce – tzw. Przedszkolem z Twarzą. Trudno sobie wyobrazić naiwność projektanta, dla którego “dziecinny” to “infantylny” (proponuję lekturę książki Yi Fu Tuan – Przestrzeń i Miejsce). Idąc dalej – kwartał z budynkami, które mają tworzyć przestrzeń na edukację naszych dzieci są wyrwą w okolicy, odcinającą się kolejnym płotem. Już chyba wolałem, jak przed zbudowaniem tych dzieł architektury, był w tym miejscu wielki, zielony wygon, na którym spotykali się okoliczni mieszkańcy.

Odchodząc od malkontenctwa, którego trochę zgromadziło się po tym spacerze, muszę zauważyć, że ludzie których spotyka się na Kabatach wydają się być bardziej uśmiechnięci od reszty warszawiaków. Zauważyłem, że więź sąsiedzka i poczucie wspólnoty jest tu większe niż gdziekolwiek indziej.

Do pozytywów zaliczę też dużą ilość powstałych kawiarni, pubów i usług w przyziemiach. Co prawda większość z nich wygląda podobnie do siebie i nie zachwyca wystrojem, ale jest to bardzo dobra tendencja, która pewnie jeszcze musi dojrzeć, a póki co dostarcza tego co najważniejsze – miejsca do spotkań i rozmów.

W trakcie trasy przyszło mi na myśl kilka rzeczy, które warto polecić:

Fan Page na Facebooku – Warszawa Europejską Stolicą Kultury 2016 – Fakt, Warszawa nie zdobyła tego tytułu w ostatniej edycji plebiscytu. Być może nie jest na to jeszcze gotowa (patrząc choćby na to co dzieje się z miejscami, które działają na ów kulturę pobudzająco), ale trochę się wydarzyło, żeby mieć chociaż cień szansy uzyskania tej możliwości. Ta strona to pozostałość z tych starań, która prężnie działa do dziś. Dowiesz się z niej co dzieje się w Warszawie głównie od strony wydarzeń muzycznych. Jeżeli interesuje Cię współczesna scena klubowa i imprezy, których nie powstydziłyby się inne stolice, to takie informacje znajdziesz właśnie tam.
Fan Page – Facebook ESK 2016

Włoska Restauracja Antich – Supersmaczne dania włoskie. Nie oczekuj pizzy. Ceny raczej wysokie – większość dań plasuje się między 30 a 60 zł.
www.antich.pl

Zdjęć tym razem brak, gdyż była noc. Ale będą – choćby wspomnianego przedszkola. Warto!

Blog na WordPress.com.
Theme: Esquire by Matthew Buchanan.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 563 other followers